Szukaj na tym blogu

niedziela, 15 kwietnia 2018

Z półmiesięcznym opóźnieniem ;)

...czyli przeczytane w marcu. 

W marcu, tak się złożyło, obejrzałam pewne filmy, a następnie przeczytałam ich książkowe pierwowzory, tak więc będzie to poniekąd notka poświęcona porównaniom.

1. Anihilacja Alexa Garlanda oraz trylogia Southern Reach Jeffa VanderMeera (Unicestwienie, Ujarzmienie, Ukojenie).

Southern Reach opowiada o tajemniczej Strefie X, która pewnego dnia pojawiła się gdzieś na wybrzeżu Stanów Zjednoczonych. Jej istnienie utrzymywane jest w ścisłym sekrecie, a do jej zbadania powołany został właśnie instytut Southern Reach. Pierwsza część, Unicestwienie (Annihilation), przedstawia historię ekspedycji wyruszającej w głąb strefy. Ekspedycja składa się z czterech kobiet, nazywanych wyłącznie od ich zawodów (biolożka, psycholożka, geodetka i antropolożka). Narracja prowadzona jest z punktu widzenia biolożki; bierze ona udział w wyprawie poniekąd ze względu na swego męża, który uczestniczył w poprzedniej. 
Strefa X jest tajemniczym miejscem, które zmienia - w mniej lub bardziej subtelny sposób - wszystkich, którzy tam trafią. Ten motyw kojarzy mi się z Innymi pieśniami Dukaja, choć oczywiście autor Dukaja nie znał. Mamy tu próby zmierzenia się z niewyjaśnionym, z obcym i nieodgadnionym. Bohaterki błądzą jak dzieci we mgle; choć poprzedni badacze przynieśli jakieś informacje o strefie, to każda z nich może być myląca. 

Druga część, Ujarzmienie (Authority), pokazuje próbę rozwikłania tajemnic Strefy przez nowego dyrektora Southern Reach, przysłanego w miejsce zaginionej dyrektorki. Ten lubi nazywać się Kontrolerem, co jest dość ironiczne, zważywszy, jak bardzo nie ma kontroli nad tym, co się dzieje. W instytucie też mnożą się niewyjaśnione zdarzenia, a poczucie osaczenia narasta ze strony na stronę.

Część trzecia, Ukojenie (Acceptation), rozgrywa się w dwóch planach czasowych. W jednym poznajemy początki Strefy, w drugim, współczesnym, wyprawę w jej głąb podjętą przez kilkoro bohaterów poprzednich części oraz zaginioną dyrektorkę. Jest to moim zdaniem najciekawsza z wszystkich trzech części. Pewne tajemnice zostają wyjaśnione, za to na ich miejsce pojawiają się inne... Mnie dodatkowo absolutnie chwycił za serce wątek z puchaczem. 


Anihilacja jest ekranizacją pierwszej części trylogii, jednak z pewnymi wątkami i scenami zapożyczonymi z pozostałych dwóch. Film obejrzałam przed książką, w dodatku nieświadoma powstałego wokół niego szumu (ponoć dystrybutorzy uznali go za zbyt skomplikowany, żeby puścić go w kinach i dlatego trafił od razu na Netflix), co, przypuszczam, sprawiło, że odebrałam go znacznie pozytywniej niż całe grono znajomych (przez mojego fejsa przetoczył się wielki jęk rozczarowania). Nie, nie uznaję go w całości za słaby; trochę zgrzytam zębami na zakończenie, które a. obok książki nawet nie leżało, b. jest dość mocno łopatologiczne, co jednak razi w kontekście tego, że jest to opowieść o tajemnicy. 
Biolożkę gra Natalie Portman, jej męża Oscar Isaac. Za Portman nie przepadam szczególnie, ale nie raziła mnie tutaj, zaś obecność Isaaca była w ogóle powodem, dla którego zwróciłam uwagę na ten film ;) (choć za wiele do grania nie dostał). Charakter bohaterki i jej relacje z mężem dość mocno zmieniono - w książce biolożka była zamkniętą w sobie, wycofaną, raczej aspołeczną osobą. Mąż nazywa ją Ptasim Duchem, a niemożność dotarcia do niej staje się źródłem frustracji, która sprawia, że decyduje się wziąć udział w wyprawie do Strefy X. W filmie ich relacje są bardziej serdeczne (aaaleeee...). Zresztą, prawdę mówiąc, w filmie nie poznajemy bohaterów jakoś dogłębnie, uwaga jest skupiona raczej na dziwności Strefy X, która, trzeba przyznać, pokazana jest bardzo malowniczo. No i na straszeniu widza - groza książkowa czai się bardziej w umysłach bohaterów, w filmie idziemy raczej w stronę standardowego horroru. 

Podsumowując: film jest całkiem przyzwoitą rozrywką, ale książki uznałam za olśniewające.
(+ film posiada wartość dodaną w postaci Oscara Isaaca bez koszulki :P Wiem, jestem płytka jak kałuża.)

2. Modyfikowany węgiel Richarda Morgana oraz serial pod tym samym tytułem na Netfliksie. 

Akcja Węgla rozgrywa się w dalekiej przyszłości, w której po pierwsze, skolonizowano Wszechświat, a po drugie - ludzkie marzenia o nieśmiertelności wreszcie się urzeczywistniły. Świadomość człowieka zapisywana jest w tzw. stosie korowym, wszczepianym w ciało tuż po urodzeniu; po śmierci ciała można go wszczepić w następne. Można też transferować świadomość do "ciała do wynajęcia" - syntetycznego, bądź należącego do przestępcy skazanego na "przechowalnię". Dopiero zniszczenie stosu powoduje Prawdziwą Śmierć, ale bogacze mają sposób i na to: po prostu robią backupy, w razie czego ich świadomość zostanie wgrana specjalnie na taką okoliczność wyhodowanym klonom. Bohater, Takeshi Kovacs, zostaje wezwany do rozwikłania zagadki takiej właśnie śmierci: jego zleceniodawcy ktoś odstrzelił głowę. Teraz oczywiście zleceniodawca żyje (w ciele kolejnego klona), ale nie pamięta nic od czasu ostatniego backupu i stanowczo odrzuca możliwość, którą wszyscy uznają za najbardziej prawdopodobną, tj. że popełnił samobójstwo. Przy okazji Kovacs musi rozwikłać parę innych zagadek; między innymi, do kogo należy aktualnie używane przez niego ciało i dlaczego wszyscy przestępcy w mieście zdają się mieć do niego jakieś pretensje...

Serial, początkowo wierny książce, im dalej w las, tym bardziej zaczyna mieszać motywy i dopisywać własne wątki. Niektóre z nich są całkiem udane, np. wątek życia prywatnego policjantki Kristin Ortegi, inne - zdecydowanie nie (wątek siostry bohatera i w ogóle jego wspomnień z dzieciństwa. Aaargh, motyw odnalezienia się i rozpoznania po latach rozdzielonego rodzeństwa wali taką XIX-wieczną kliszą...). Ostateczne rozwiazanie zagadki różni się dość znacząco od książkowego, co jest o tyle dobre, że znając książkę można nadal z zaciekawieniem oglądać serial i odwrotnie. 

Sądzę, że warto jedno i drugie (chociaż książkę bardziej). 


4 komentarze:

Anonimowy pisze...

książek nie czytałem, natomiast film uważam za niewypał (femikomando i agresywna fauna sugerują krzyżówkę kobiecych Ghostbusters i Obcego - jakoś nie współgrało mi to z tą filozofującą końcówką).

fatalnie ostatnio z kinem s-f - nawet najbardziej obiecujące filmy w praniu okazują się bajkami o przerośniętym budżecie (Interstellar).

jak ktoś chce dobrej fantastyki naukowej, to chyba pozostaje mu literatura.

- tiny (a co tam : )

kura z biura pisze...

Femikomando jest i w książce :-)

Tiny, zajrzyj w komentarze pod poprzednią notką :-)

Anonimowy pisze...

wiem, wiem. : )

w notkę zajrzałem - zabieram się za czytanie. : )

aczkolwiek szkoda Indiany - po tym, jak w ostatnim filmie dał ciała, liczyłem, że może u Ciebie się zrehabilituje. : )

kura z biura pisze...

Aż się trochę boję, bo jakby powiedzieć... z tej strony mnie nie znałeś ;)

A Indiana, cóż... też mi szkoda trochę, że tamtego opka nie dokończyłam. Ale to już chyba całkiem pieśń przeszłości.